Giełda Linki
Internetowy przewodnik gracza giełdowego

                              

Chat  Kontakt z nami

 
 

Budowanie bogactwa


Offshore

Anglo-American Bank

Anonymous ATM cards

Jurysdykcje - Antyle Holenderskie

Offshore Banks Online Banking Internet Bank Accounts Loadabl

Offshore Banks

Offshore Banks2

Standard Bank Offshore - home page

http://www.offshore.eurobiz.com.pl/arbclub

Czym jest sukces?

"Sukces to: śmiać się często i szczerze, zyskać szacunek inteligentnych ludzi i podziw dzieci, zasługiwać na dobrą ocenę uczciwych krytyków i cierpliwie znosić zdradę fałszywych przyjaciół, doceniać piękno, znajdować w bliźnich to, co najbardziej wartościowe, pozostawić po sobie świat nieco lepszym i mieć świadomość, że choćby jedna istota ludzka odetchnęła lżej dzięki temu, że my istnieliśmy na tym świecie". Emerson
Rozmiar: 15235 bajtów

Na przykład: gdybyśmy wzięli milionera i żebraka i zamienili ich majątkami, to szybko okaże się, że milioner znowu zostanie milionerem, a żebrak, żebrakiem. Powodem tego jest fakt, że milioner ma mentalność milionera, a żebrak, żebraka. Sukces nie jest zbiegiem okoliczności, przypadkiem ani totolotkiem Również nie da się go osiągnąć nieuczciwie. Jest to specyfika myślenia (za myśleniem idzie działanie), która w konsekwencji da Ci umiejętność podejmowania właściwych decyzji, spokój umysłu i radość życia.

Rozmiar: 15235 bajtów

Szkoła sukcesu jest ostrą szkołą życia. Uczy, że Twoje życie jest w Twoich rękach i sam jesteś odpowiedzialny za to, co Cię spotyka. Wyobraź sobie, że płyniesz statkiem, ale nie umiesz nim sterować. Jesteś na oceanie. Gdzie Twój okręt płynie? - Tam gdzie go prądy morskie i fale niosą. Być może rozbiją go o skały lub zniosą na mieliznę. Natomiast gdy umiesz nim sterować i znasz zasady nawigacji, dokąd płyniesz? - Tam, gdzie Ty podejmiesz decyzję. Podobnie jest z życiem. Ci, co nie potrafią żyć, narzekają i zwalają winę na sytuacje i okoliczności. Ci, co znają zasady sukcesu, biorą ster swojego życia w swoje ręce i często płynąc pod prąd i pod wiatr, osiągają nowe lądy.

 


 

Ponadczasowa wiedza oraz praktyczny program osiągania dobrobytu

   Bez względu na to, co można rzec na pochwałę ubóstwa, faktem pozostaje to, iż nie da się przeżyć naprawdę pełnego i udanego życia, o ile nie jest się bogatym. Nikt nie może wznieść się na wyżyny talentu czy postępu duchowego, mając mało pieniędzy. Aby rozwijać duszę i talent, musimy bowiem mieć wiele rzeczy, których będziemy używać; nie możemy ich jednak mieć, gdy nie dysponujemy pieniędzmi na ich zakup.

   Człowiek rozwija się umysłowo, duchowo i cieleśnie, korzystając z rzeczy, społeczeństwo jest zaś tak zorganizowane, że chcąc być właścicielem czegoś, trzeba mieć pieniądze. Stąd podstawą wszelkiego postępu musi być nauka bogacenia się.

   Celem każdej formy życia jest rozwój: wszystko, co żyje, ma niezbywalne prawo do pełnego rozwoju, jaki jest w stanie osiągnąć.

   Prawo człowieka do życia oznacza prawo do swobodnego, nieograniczonego używania wszystkiego, co jest konieczne do osiągnięcia najpełniejszego rozkwitu umysłowego, duchowego oraz fizycznego, czyli - innymi słowy - jest to prawo do bycia bogatym.

   W niniejszej książce nie piszę o bogactwie w przenośni. Prawdziwe bogactwo nie polega na satysfakcji z posiadania odrobiny. Nikt nie powinien być zadowolony z minimum, jeżeli jest w stanie używać i czerpać radość z czegoś więcej. Celem Natury jest postęp i rozwój życia, każdy zaś człowiek powinien mieć wszystko, co może się przyczyniać do wzrostu wytworności, piękna i pełni życia.

   Osoba, która posiada wszystko, czego pragnie do jak najpełniejszego doświadczania życia, jest bogata. Kto nie ma dużej ilości pieniędzy, nie może mieć wszystkiego, o czym zamarzy. Życie posunęło się tak daleko i stało się tak złożone, że nawet najzwyklejszy mężczyzna lub kobieta potrzebuje dużego bogactwa, aby żyć w sposób choćby zbliżony do doskonałości. To naturalne, że każdy chce stać się wszystkim, czym potrafi. Owo pragnienie urzeczywistnienia wrodzonych możliwości jest właściwe ludzkiej naturze. Nie możemy mu się oprzeć. Powodzenie w życiu oznacza możność stania się tym, kim chcemy być, a to z kolei odbywa się tylko poprzez używanie wszystkiego, swobodnie zaś korzystać z wszystkiego możesz jedynie wtedy, gdy staniesz się dość bogaty, by to kupić. Zrozumienie nauki bogacenia się jest więc najistotniejszą dziedziną wiedzy.

   W pragnieniu wzbogacenia się nie ma niczego złego. Jest to faktycznie dążenie do bogatszego, pełniejszego i obfitszego życia, a przez to właśnie chwalebne. Kto nie chce żyć dostatniej, jest nienormalny, podobnie jak człowiek, który nie chce mieć dość pieniędzy na zakup wszystkiego, czego pragnie.

   Człowiek nie wykorzysta maksimum możliwości swojego ciała bez dobrego pożywienia, wygodnego ubrania, ciepłego schronienia i wolności od nadmiaru wysiłku. Odpoczynek i rekreacja są również potrzebne w jego życiu fizycznym.

   Nie da się doświadczać pełni życia umysłowego bez książek i czasu na ich studiowanie, bez możliwości podróżowania i obserwacji ani bez towarzystwa osób rozwiniętych intelektualnie.

   Aby zatem maksymalnie rozwijać się umysłowo, musimy mieć intelektualne rozrywki i otaczać się wszystkimi dziełami sztuki i pięknymi przedmiotami, jakie jesteśmy w stanie wykorzystać i docenić. Chcąc żyć pełnią ducha, człowiek musi kochać; bieda natomiast odmawia miłości wyrazu.

   Największego szczęścia doświadczamy obdarowując osoby, które kochamy. Miłość znajduje swój naturalny i spontaniczny wyraz w dawaniu. Człowiek, który nie ma nic do podarowania, nie może spełnić się jako współmałżonek, rodzic, obywatel czy istota ludzka. To właśnie w używaniu rzeczy materialnych odkrywamy pełnię życia w ciele, rozwijamy umysł i duszę. Dlatego też sprawą najwyższej wagi jest bycie bogatym.

   Pragnienie bycia bogatym jest zupełnie na miejscu. Jeżeli jesteś normalny, nie możesz go uniknąć. To, że powinieneś zwrócić całą swoją uwagę na sztukę bogacenia się, jest jak najbardziej właściwe, gdyż jest to najszlachetniejsza i niezastąpiona dziedzina wiedzy. Jest to nauka ścisła, jak algebra czy arytmetyka. Procesem zdobywania bogactw rządzą pewne reguły. Kto się ich nauczy i będzie ich przestrzegać, wzbogaci się z matematyczną precyzją.

   Posiadanie pieniędzy i rzeczy wynika z działania w odpowiedni sposób. Osoby, które działają w odpowiedni sposób - celowo lub przypadkowo - bogacą się. Pozostali wciąż są ubodzy, bez względu na to, jak ciężko pracują i jak bardzo są uzdolnieni, gdyż nie działają w odpowiedni sposób.

   Zasada, w myśl której określone przyczyny tworzą analogiczne skutki, jest prawem naturalnym. Toteż każdy - czy to kobieta, czy mężczyzna – kto nauczy się działać w odpowiedni sposób, ponad wszelką wątpliwość wzbogaci się.

 


 

Gdy miałem 12 lat, bogaty ojciec opowiedział mi historię, której puenta "doprowadziła" mnie do wielkiego majątku i finansowej wolności. Był to sposób, w jaki bogaty ojciec tłumaczył różnicę pomiędzy lewą stroną Kwadrantu przepływu pieniędzy, kwadrantami "P" i "S", a prawą stroną, kwadrantami "B" i "I". Oto ona:

   "Pewnego razu istniała mała, osobliwa wioska. Była ona wspaniałym miejscem do życia, poza jednym problemem. Jeżeli nie padało, wioska nie miała wody. Aby rozwiązać ten problem raz na zawsze, starszyzna wioski postanowiła urządzić przetarg na zorganizowanie stałego zaopatrywania wioski w wodę. Do wykonania tego zadania zgłosiły się dwie osoby i starszyzna przyznała kontrakt im obu. Uważano, że mała rywalizacja przyczyni się do utrzymania cen na niskim poziomie i zapewni dodatkowe zabezpieczenie dostaw wody.

Myślenie samozatrudnionego

   Ed, będący pierwszą osobą, z którą podpisano kontrakt, natychmiast udał się po zakup dwóch wiader i zaczął biegać drogą, która prowadziła do odległego o 1,5 km jeziora. Natychmiast też zaczął zarabiać pieniądze, jako że pracował od świtu do zmierzchu, dostarczając wodę przy użyciu dwóch wiader. Wlewał ją do wielkiego betonowego zbiornika, który zbudowała wioska. Każdego ranka musiał wstać, zanim wioska obudziła się, aby zapewnić jej wystarczającą ilość wody. Była to ciężka praca, ale on był bardzo szczęśliwy, zarabiając pieniądze i mając zabezpieczony dla swojego biznesu jeden z dwóch kontraktów.

Myślenie właściciela biznesu

   Drugi uczestnik przetargu, który podpisał kontrakt, Bill - zniknął na jakiś czas. Nie było go widać przez kilka miesięcy, co sprawiło, że Ed był bardzo szczęśliwy, gdyż nie miał konkurencji. Ed zarabiał wszystkie pieniądze.

   Zamiast kupować dwa wiadra, aby współzawodniczyć z Edem, Bill opracował plan biznesu, utworzył spółkę, znalazł inwestorów, zatrudnił prezesa i po sześciu miesiącach powrócił z brygadą roboczą. W ciągu roku jego zespół zbudował wielki rurociąg ze stali nierdzewnej, który połączył wioskę z jeziorem.

   W trakcie uroczystego uruchomienia rurociągu, Bill oświadczył, że jego woda jest czystsza niż woda Eda. Wiedział, że były skargi, iż woda Eda jest zanieczyszczona. Bill obwieścił również, że może dostarczać wiosce wodę 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Ed mógł dostarczać wodę tylko w dni robocze. Nie pracował w weekendy. Następnie Bill oświadczył, że za tę wyższej jakości wodę i pewniejsze dostawy będzie pobierał 75% mniej niż Ed. Wieś ucieszyła się i natychmiast udała się do kranu rurociągu Billa.

Myślenie tego, kto pracuje w biznesie, zamiast nad biznesem

   Aby podołać współzawodnictwu, Ed natychmiast obniżył swoją cenę o 75%, kupił dwa wiadra więcej, zastosował pokrywy i zaczął nosić po cztery wiadra. Chcąc sprostać konkurencji, wynajął swoich dwóch synów, aby pomogli mu na nocnej zmianie i w weekendy. Gdy jego chłopcy wyjeżdżali do średniej szkoły, powiedział im:

   - Pamiętajcie, że pewnego dnia ten biznes będzie należał do was.

   Po skończeniu szkoły jego dwaj synowie z jakiegoś powodu nie powrócili. Ed zatrudnił pracowników do pomocy. Pojawiły się również problemy ze związkami zawodowymi. Związki domagały się wyższych płac, większych uprawnień i żądały, aby członkowie związku nosili tylko po jednym wiadrze.

Efekt pracy nad systemem biznesu

   W międzyczasie Bill zdał sobie sprawę z tego, że jeśli ta wioska potrzebuje wody, inne też jej potrzebują. Zmodyfikował plan biznesu i wyruszył na sprzedaż swojego systemu dostawy wody dla wiosek rozmieszczonych na całym świecie; był to system wysoce wydajny, o niskim koszcie i dostarczający czystą wodę. Bill zarabiał tylko jeden grosz od wiadra dostarczonej wody, ale codziennie dostarczał miliardy wiader wody. Bez względu na to czy pracował, czy też nie, pieniądze wpływały na jego konto bankowe. Bill zbudował rurociąg "dostarczający" mu pieniądze, podobnie jak wodociąg dostarczał wodę mieszkańcom wioski.

   Bill żył szczęśliwie i dostatnio, a Ed ciężko pracował do końca swojego życia i zawsze miał problemy finansowe. Koniec".

   To opowiadanie o Billu i Edzie było moim przewodnikiem przez całe lata. Pomagało mi w procesie podejmowania życiowych decyzji. Często pytałem siebie:

   "Czy buduję rurociąg, czy też noszę wiadra?"

   "Czy pracuję ciężko, czy mądrze?".

 


 

Wstęp

   Czy  szkoła  przygotowuje  dzieci  do życia w prawdziwym świecie?

   - Jeśli będziesz pilnie się uczyła i uzyskasz dobre stopnie, znajdziesz bardzo dobrze płatną pracę z dodatkowymi świadczeniami - mieli zwyczaj mawiać moi rodzice.  Ich życiowym celem było zapewnienie mojej starszej siostrze i mnie wyższego wykształcenia, abyśmy miały jak największe szanse na życiowy sukces.  Gdy w 1976 roku otrzymałam na Florida State University dyplom z wyróżnieniem z zakresu rachunkowości - będąc jedną z najlepszych studentek - moi rodzice osiągnęli swój cel.  Było to ukoronowanie osiągnięć ich życia.  Zgodnie z założeniami "mistrzowskiego planu" zostałam zatrudniona przez firmę należącą do czołowej ósemki firm rozrachunkowych i widziałam moją przyszłość jako długą karierę oraz bardzo wczesną emeryturę.

   Mój  mąż, Michael,  szedł podobną ścieżką.  Oboje pochodziliśmy z ciężko pracujących rodzin posiadających skromne środki, ale reprezentujących wysoką etykę zawodową.  Michael również ukończył naukę z wyróżnieniem i to na dwóch kierunkach: najpierw na studiach inżynierskich, a potem prawniczych.  Zaraz po studiach został zaangażowany przez posiadającą wysoki prestiż firmę prawniczą z Waszyngtonu, która specjalizowała się w prawie patentowym; wyglądało to na świetlaną przyszłość z dobrze określoną drogą kariery i gwarantowaną bardzo wczesną emeryturą.

   Mimo, iż nasze kariery były pomyślne - nie doprowadziły do tego, czego oczekiwaliśmy.  Oboje po kilka razy zmienialiśmy pracę i zawsze dla właściwych powodów; nie oddaliśmy jednak naszego zabezpieczenia emerytalnego komuś innemu do zarządzania w naszym imieniu.  Nasze fundusze emerytalne rosną tylko dzięki naszym własnym wkładom.

   Wraz z Michaelem stanowimy świetne małżeństwo posiadające troje wspaniałych dzieci.  W czasie, gdy to piszę, dwoje z nich znajduje się na studiach, a jedno właśnie rozpoczyna naukę w szkole średniej.  Wydaliśmy fortunę na zapewnienie naszym dzieciom jak najlepszej edukacji.

    Pewnego dnia 1996 roku jedno z moich dzieci wróciło do domu rozczarowane szkołą.  Syn był znudzony i zmęczony nauką.  - Dlaczego muszę spędzać czas na uczeniu się czegoś, czego nigdy w życiu nie będę stosował? - protestował.

   Odpowiedziałam bez namysłu: - Dlatego - że jeśli nie uzyskasz dobrych stopni - nie dostaniesz się na studia.

   Bez względu na to czy dostanę się na studia, czy też nie - odpowiedział - zamierzam być bogaty.

   - Jeżeli nie ukończysz uczelni, to nie otrzymasz dobrej pracy - odpowiedziałam z odrobiną paniki i matczynej troski.  - Jeśli nie będziesz miał dobrej pracy, jak zamierzasz stać się bogatym?

   Mój syn głupio się uśmiechnął i z wolna potrząsnął głową okazując lekkie znudzenie.  Taką rozmowę odbywaliśmy już wcześniej wiele razy.  Chłopak spuścił głowę i odwrócił wzrok.  Po raz kolejny słowa matczynej mądrości nie docierały do jego uszu.

   Pomimo tego, że był sprytny i miał silną wolę, zawsze był grzecznym młodym człowiekiem mającym respekt.

   - Mamo - zaczął.  Teraz była moja kolej na wysłuchanie wykładu.  - Nadążaj za czasami! Rozejrzyj się wokół: najbogatsi ludzie nie stali się bogatymi dzięki swojemu wykształceniu.  Spójrz na Michaela Jordana i Madonnę.  Nawet Bill Gates porzucił Harvard, założył Microsoft i jest teraz najbogatszym człowiekiem w Ameryce - wciąż przed czterdziestką.  Istnieje też baseballista, który zarabia 4 miliony dolarów na rok, mimo, że mówią o nim, iż nie grzeszy mądrością.

   Między nami zapanowała długa cisza.  Dochodziło do mnie to, że dawałam mojemu synowi takie same rady, jakie dawali mi moi rodzice.  Świat wokół nas zmienił się, ale rady się nie zmieniły.

   Otrzymanie dobrego wykształcenia i zdobywanie dobrych stopni nie zapewniają już sukcesu, jednak nikt poza naszymi dziećmi tego nie zauważył.

   - Mamo - kontynuował - nie chcę pracować tak ciężko jak ty i tata.  Zarabiacie dużo pieniędzy i żyjemy w wielkim domu, w którym jest pełno "zabawek".  Jeśli podążę za twoją radą, nakręcę się tak jak wy, pracując ciężej i ciężej tylko po to, by płacić więcej podatków i pogrążyć się w długach.  Nie istnieje już coś takiego, jak pewna praca; słyszałem też o restrukturyzacji przedsiębiorstw.  Wiem również, że dzisiejsi absolwenci uczelni zarabiają mniej niż wtedy, gdy ty ukończyłaś studia.  Popatrz na lekarzy.  Nie robią już takich pieniędzy jak dawniej.  Wiem, że nie mogę polegać na ubezpieczeniu społecznym lub funduszu emerytalnym pracodawcy, gdy przejdę na emeryturę.  Potrzebuję nowych odpowiedzi.

   Miał rację.  Podobnie jak ja, potrzebował nowych odpowiedzi.  Rady moich rodziców były skuteczne dla ludzi urodzonych przed 1945 rokiem, ale mogą być katastrofalne dla tych z nas, którzy urodzili się w szybko zmieniającym się świecie.  Nie mogę już po prostu mówić moim dzieciom: - Idź do szkoły, osiągaj dobre wyniki, szukaj dobrej i pewnej pracy.

   Wiedziałam, że muszę szukać nowych sposobów kierowania edukacją moich dzieci.

   Jako matkę, a zarazem księgową, trapił mnie brak szkolnej edukacji związanej z finansami.  Wielu dzisiejszych młodych ludzi otrzymuje karty kredytowe przed opuszczeniem szkoły średniej, nigdy jednak nie wzięli udziału w zajęciach na temat pieniędzy czy sposobów inwestowania, a zrozumienie tego jak odbywa się naliczanie procentu złożonego na ich kartach, pozostawiono im samym.  Mówiąc wprost: brak podstaw finansowych i wiedzy o tym jak pracują pieniądze, powoduje, że młodzi nie są przygotowani na spotkanie ze światem, który na nich czeka, światem, w którym wydawanie pieniędzy jest wyniesione ponad oszczędzanie.

   Gdy mój najstarszy syn - będąc świeżo upieczonym studentem - pogrążył się w strasznych długach związanych z kartami kredytowymi, nie tylko pomogłam mu zlikwidować te karty, ale udałam się też na poszukiwanie programu, który mógłby mi pomóc w finansowej edukacji dzieci.

   Pewnego dnia minionego roku zadzwonił z pracy mój mąż.  - Mam kogoś, z kim powinnaś się spotkać - powiedział.  - Nazywa się Robert Kiyosaki.  Jest biznesmenem oraz inwestorem i przybył, aby złożyć podanie dotyczące otrzymania patentu na grę związaną z edukacją.  Myślę, że to jest to, czego szukałaś.

    Mój mąż, Michael, był pod takim wrażeniem CASHFLOW - nowej pomocy edukacyjnej, którą Robert Kiyosaki tworzył - że zorganizował udział nas obojga w teście prototypu.  Z racji tego, iż była to gra edukacyjna, spytałam moją 19-letnią córkę - świeżo upieczoną studentkę lokalnego uniwersytetu - czy zechciałaby wziąć udział w teście.  Zgodziła się.

   W teście wzięło udział około piętnaście osób podzielonych na trzy grupy.

   Mike miał rację.  Była to pomoc edukacyjna, której szukałam.  Była ona jednak zaskakująca.  Wyglądała jak wielokolorowa plansza gry monopol, z wielkim, dobrze ubranym szczurem usadowionym pośrodku.  W odróżnieniu jednak od planszy monopolu posiadała dwa tory: jeden wewnątrz i jeden na zewnątrz.  Celem gry było wydostanie się z wewnętrznego toru, który Robert określał "wyścigiem szczurów" i przedostanie się na zewnętrzny tor zwany "szybkim torem"; objaśnił też, że szybki tor symuluje to, jak bogaci ludzie działają w prawdziwym życiu.

   Następnie wyjaśnił nam "wyścig szczurów".

   - Jeśli przyjrzymy się życiu średnio edukowanej, ciężko pracującej osoby, zauważymy podobną drogę.  Dziecko rodzi się i po czasie idzie do szkoły.  Dumni rodzice są podnieceni, gdyż dziecko osiąga celujące wyniki i dostaje się na studia.  Dziecko zdobywa dyplom, może nawet kontynuuje naukę na studiach podyplomowych.  Następnie robi tak, jakby dosłownie to zaprogramowano: szuka etatu gwarantującego ciągłość zatrudnienia lub rozpoczyna karierę dającą podobne poczucie bezpieczeństwa.  Dziecko znajduje tę pracę, może jako lekarz lub prawnik, albo wstępuje do wojska lub obejmuje posadę państwową.  Ogólnie mówiąc, dziecko zaczyna zarabiać pieniądze, karty kredytowe zaczynają się mnożyć i rozpoczynają się zakupy, o ile nie rozpoczęły się już wcześniej.

   - Mając pieniądze na przetrwonienie, dziecko udaje się do miejsc, w których zabijają czas inni - podobni jemu - młodzi ludzie; spotykają się oni z innymi młodymi, umawiają się na randki, czasem pobierają się.  Dwa źródła dochodu są błogosławieństwem.  Młodzi czują się szczęśliwi, ich przyszłość jest świetlana i decydują się kupić dom, samochód, telewizor, zafundować sobie wakacje i mieć dzieci.  Pakiet szczęścia przybywa na miejsce.  Potrzeba gotówki jest olbrzymia.  Szczęśliwa para decyduje, że ich kariery są życiowo ważne i zaczynają ciężej pracować, stają się lepszymi pracownikami, jeszcze bardziej oddanymi pracy.  Dokształcają się celem nabycia jeszcze bardziej wyspecjalizowanych umiejętności, aby móc więcej zarabiać.  Możliwe, że decydują się na dodatkową pracę.  Ich dochody idą w górę, ale podobnie wzrasta przedział wymiaru podatku oraz podatek od nieruchomości związany z ich nowym wielkim domem; wzrasta też opodatkowanie na ubezpieczenie społeczne oraz wszystkie inne podatki.  Otrzymują swoją wielką pensję i dziwią się, gdzie też wsiąkły te wszystkie pieniądze.  Przystępują do funduszu powierniczego, a za artykuły spożywcze płacą kartami kredytowymi.  Ich dzieci osiągają wiek pięciu czy sześciu lat i zaczyna wzrastać potrzeba oszczędzania na ich przyszłe studia, podobnie jak trzeba też oszczędzać na czas, gdy rodzice przestaną już pracować.

   - Ta szczęśliwa para - która urodziła się 35 lat temu - znalazła się teraz w pułapce "wyścigu szczurów", w której pozostanie do końca swoich pracujących dni.  Pracują dla właścicieli firmy, na podatki i dla banku, któremu spłacają raty za dom i karty kredytowe.

   - I w takiej oto sytuacji radzą swoim dzieciom: - Ucz się pilnie, osiągaj dobre wyniki, szukaj dobrej i pewnej pracy.  Niczego nie uczą się o pieniądzach - poza tymi, którzy odnoszą korzyści z ich naiwności - ciężko pracując przez całe swoje życie.  Proces powtarza się poprzez następną ciężko pracującą generację.  Jest to "wyścig szczurów".

   Jedynym sposobem na wydostanie się z tego "wyścigu szczurów" jest wykazanie biegłości w rachunkowości i inwestowaniu, których trudność opanowania jest mitem.  Jako wykształcona księgowa, która swego czasu pracowała dla jednej z największych firm rozrachunkowych, byłam zdziwiona, że Robert sprawił, iż nauka obu tych dziedzin stała się pasjonującą zabawą.  Proces nauki był tak dobrze ukryty, iż podczas pilnej pracy nad wydostaniem się poza "wyścig szczurów" szybko zapomnieliśmy, że uczymy się.

   Wkrótce testowanie pomocy edukacyjnej przerodziło się w popołudniową zabawę z moją córką, podczas której rozmawiałyśmy o rzeczach, których nigdy przedtem nie poruszałyśmy.  Udział w grze, która wymagała zestawienia dochodu i zestawienia bilansu, był łatwy dla księgowej.  Dzięki temu miałam czas, aby pomóc mojej córce i innym graczom przy naszym stole w przyswojeniu sobie koncepcji, których nie rozumieli.  Byłam pierwszą i jedyną osobą spośród całej grupy, która tego samego dnia wydostała się z "wyścigu szczurów".  Znalazłam się na zewnątrz w ciągu 50 minut, mimo, że gra trwała prawie trzy godziny.

   Przy naszym stole był bankier, właściciel biznesu i programista komputerowy.

   Tym, co naprawdę zwróciło moją uwagę było to, jak mało ci ludzie wiedzieli o rachunkowości i inwestowaniu - tematach tak istotnych w ich życiu.  Zastanawiałam się, jak w prawdziwym życiu zarządzają swoimi sprawami finansowymi.  Mogłam zaakceptować to, że moja 19-letnia córka może czegoś nie zrozumieć, ale przecież oni byli dorośli i mieli co najmniej dwa razy tyle lat co ona.

   Przez następne dwie godziny - po tym jak wydostałam się z "wyścigu szczurów" - obserwowałam moją córkę i edukowane osoby; dorośli rzucali kostkę i przemieszczali swoje znaczniki.  Mimo, że byłam zadowolona z tego, iż wszyscy tak dużo uczyli się, byłam poruszona tym, jak niewiele ci dorośli wiedzieli o podstawach prostej rachunkowości i inwestowania.  Mieli trudności ze zrozumieniem związku pomiędzy zestawieniem dochodu i zestawieniem bilansu.  W miarę jak kupowali i sprzedawali aktywa, trudnością dla nich było zapamiętanie tego, że każda transakcja może mieć wpływ na miesięczny przepływ ich pieniędzy.  Myślałam o tym, ile milionów ludzi szarpie się z finansami w rzeczywistym świecie tylko dlatego, że nigdy nie nauczono ich tych zagadnień.

   Całe szczęście, że dobrze się bawią i są zajęci wygraniem - pomyślałam sobie.  Po zakończeniu rywalizacji Robert dał nam piętnaście minut na dyskusję i krytykę prowadzoną w grupach na temat CASHFLOW.

   Właściciel biznesu siedzący przy moim stole był niezadowolony.  Nie polubił gry.  - Nie muszę tego wiedzieć - powiedział do wszystkich na głos.  - Po to zatrudniam księgowych, bankierów i prawników, aby powiedzieli mi o tym wszystkim.  Na to Robert odpowiedział: - Czy zauważył pan kiedyś, że istnieje wielu księgowych, którzy nie są bogaci? A także bankierów, prawników, maklerów giełdowych i pośredników handlu nieruchomościami? Wiedzą oni wiele i w większości są to mądrzy ludzie, jednakże większość z nich nie jest bogata.  Ponieważ nasze szkoły nie uczą ludzi tego, co wiedzą bogaci - zasięgamy porady tych ludzi.  Pewnego dnia jedzie pan autostradą, utyka w korku próbując dostać się do pracy.  Patrząc na prawo widzi pan swojego księgowego, który ugrzązł w tym samym korku.  Patrzy pan na lewo i widzi swojego bankiera.  To powinno dać panu coś do myślenia.

   Programista komputerowy również nie był zachwycony grą: - Mogę kupić oprogramowanie, które mnie tego nauczy.

   Bankier natomiast był poruszony.  - Uczyłem się tego w szkole - tej części związanej z rachunkowością - ale nigdy nie wiedziałem, jak zastosować to w prawdziwym życiu.  Teraz wiem.  Muszę wydostać się z "wyścigu szczurów".

   Wypowiedzią, która mnie jednak najbardziej poruszyła, był komentarz mojej córki.  - Ucząc się, dobrze się bawiłam - powiedziała. - Wiele nauczyłam się o tym, jak naprawdę pieniądze pracują i jak je inwestować.

   Następnie dodała: - Teraz wiem, że w wyborze zawodu mogę się kierować tym, co chcę wykonywać, a nie gwarancją utrzymania etatu i pakietem przypisanych do niego świadczeń lub tym, jak będę opłacana.  Jeśli nauczę się tego, czego uczy ta gra, mam wolną rękę w robieniu i studiowaniu tego, czego pragnę z całego serca, zamiast studiować coś innego tylko dlatego, że firmy poszukują ludzi o określonych umiejętnościach zawodowych.  Jeżeli nauczę się tego, nie będę musiała martwić się utrzymaniem posady czy bezpieczeństwem socjalnym w taki sposób, w jaki martwi się już większość moich kolegów z roku.

   Nie mogłam pozostać i porozmawiać z Robertem po zakończeniu gry, ale postanowiliśmy spotkać się później na dalszą dyskusję nad jego projektem.  Wiedziałam, że chce użyć gry, aby pomóc innym w stworzeniu finansowego zabezpieczenia i chciałam więcej usłyszeć o tych planach.

   W następnym tygodniu mąż mój zorganizował wraz ze mną obiadowe spotkanie z Robertem i jego żoną.  Mimo, iż po raz pierwszy przebywaliśmy ze sobą na stopie towarzyskiej, czuliśmy się tak, jakbyśmy znali się od lat.

   Odkryliśmy, że mamy ze sobą wiele wspólnego.  Poruszyliśmy całą gamę tematów od sportu i zawodów do restauracji i zagadnień socjoekonomicznych.  Rozmawialiśmy o zmieniającym się świecie.  Wiele czasu spędziliśmy dyskutując o tym, że większość Amerykanów zaoszczędziło na okres emerytalny niewiele lub nic, podobnie jak będące u progu bankructwa stanowe wydziały ubezpieczeń społecznych i zasiłków.  Czy od moich dzieci będzie się wymagało płacenia na emerytury dla 75 milionów osób stanowiących wyż demograficzny?

    Dziwiliśmy się czy ludzie zdają sobie sprawę z tego, jak ryzykowne jest poleganie na programie zaopatrzenia emerytalnego.

   Podstawowy niepokój Roberta dotyczył rosnącej luki pomiędzy tymi, co mają i tymi, co nie mają - w Ameryce i na świecie.  Będąc samoukiem oraz biznesmenem własnego chowu, który podróżował dookoła świata składając swój biznes w całość, Robert był w stanie przejść w stan spoczynku w wieku 47 lat.  Powodem, dla którego powrócił do aktywności, jest ten sam niepokój, który ogarnia mnie w stosunku do moich dzieci.  Wie on, że świat się zmienił, ale nie zmieniła się wraz z nim edukacja.  Zgodnie z opinią Roberta, dzieci spędzają całe lata w przestarzałym systemie edukacyjnym, ucząc się rzeczy, których nigdy nie zastosują w życiu i przygotowując się do świata, który już nie istnieje.

   - Najbardziej niebezpieczną radą, jaką dzisiaj można dać dziecku jest: - Idź do szkoły, osiągaj dobre wyniki, szukaj dobrej i pewnej pracy.  Jest to przestarzała rada i jest to niebezpieczna rada.  Jeżeli moglibyście zobaczyć to, co dzieje się w Azji, Europie i Ameryce Południowej, bylibyście tak samo zaniepokojeni, jak ja.

   Jest to zła rada - wierzy on - dlatego, że jeśli chcemy, aby nasze dziecko miało zapewnioną finansową przyszłość, nie może się ono stosować do zbioru "starych reguł".  To jest zbyt ryzykowne.

   Spytałam go, co rozumie przez - "stare reguły".

   - Ludzie podobni do mnie działają wg innego zbioru reguł, aniżeli ten, który ty stosujesz.  Co się dzieje, gdy korporacja ogłasza konsolidację firm?

   - Ludzie są zwalniani.  Rodziny są poszkodowane.  Wzrasta bezrobocie.

   - Tak, ale co się dzieje z firmą, szczególnie z firmą obecną na giełdzie papierów wartościowych?.

   - Gdy taka restrukturyzacja jest ogłoszona, cena akcji zazwyczaj idzie w górę.  Rynek lubi obniżanie przez firmę kosztów pracy - czy to przez automatyzację, czy przez konsolidację siły roboczej.

   - Zgadza się.  A gdy ceny akcji zwyżkują, ludzie tacy jak ja, akcjonariusze, stają się bogatsi.  To jest to, co rozumiem przez określenie "inny zbiór reguł".  Pracownicy przegrywają; właściciele i inwestorzy wygrywają.

   Robert objaśniał nie tylko różnicę pomiędzy pracownikiem i pracodawcą, ale także różnicę pomiędzy kontrolowaniem własnego losu a oddawaniem kontroli nad nim komuś innemu.

   - Jednak dla większości ludzi trudne jest zrozumienie tego, dlaczego się tak dzieje - powiedziałam.  - Po prostu myślą, że to nie jest w porządku.

   - Dlatego jest głupotą powiedzieć dziecku: "Zdobądź dobre wykształcenie" - powiedział.  - Niemądrze jest zakładać, że edukacja, której dostarcza system szkolny przygotuje nasze dzieci do świata, z którym spotkają się po ukończeniu szkoły.  Każde dziecko potrzebuje więcej edukacji.  Różnej edukacji.  Dzieci muszą też znać reguły.  Inny zbiór reguł.

   - Istnieją reguły związane z pieniędzmi, według których działają bogaci - powiedział.  - 95 procent ludzi uczy się tych reguł w domu i szkole.  Dlatego dzisiaj powiedzenie: "Ucz się pilnie i szukaj pracy" jest ryzykowne.  Dzisiejsze dziecko potrzebuje bardziej wyszukanej edukacji, a obecny system nie zapewnia tego.  Nie dbam o to, ile komputerów umieszczą w klasie lub ile pieniędzy wyda szkoła.  Jak system edukacyjny może uczyć zagadnienia, którego sam nie zna?

   Jak więc rodzic uczy swoje dzieci tego, czego nie uczy szkoła? Jak uczymy dzieci rachunkowości? Czy nie znudzą się one? A jak uczymy inwestowania - gdy jako rodzice - sami niechętnie podejmujemy ryzyko? Zamiast uczyć moje dzieci robienia tego w bezpieczny sposób, zdecydowałam się uczyć je robienia tego w mądry sposób.

   - W jaki więc sposób uczyłbyś dziecko tego, co jest związane z pieniędzmi oraz tego wszystkiego o czym rozmawialiśmy? - spytałam Roberta.  - Jak możemy ułatwić to rodzicom, szczególnie gdy sami tego nie rozumieją?

   - Napisałem książkę na ten temat.

   - Gdzie ona jest?

   - W moim komputerze.  Znajduje się tam od lat w postaci przypadkowych kawałków.  Od czasu do czasu dodaję coś do niej, ale nigdy nie złożyłem jej w całość.  Zacząłem pisać ją po tym, jak moja inna książka stała się bestsellerem, ale nigdy nie skończyłem tej nowej.  Ta jest w kawałkach.

   Rzeczywiście znajdowała się w kawałkach.  Po przeczytaniu rozrzuconych rozdziałów doszłam do wniosku, że książka jest wartościowa i powinna być udostępniona, szczególnie w obecnie zmieniających się czasach.  Uzgodniliśmy z Robertem współautorstwo jego książki.

   Spytałam, ile jego zdaniem finansowej informacji potrzebuje dziecko.  Odpowiedział, że to zależy od dziecka.  Będąc w młodym wieku wiedział, że chce być bogaty i miał szczęście posiadać kogoś w rodzaju ojca, który był bogaty i zechciał mu przewodzić.  Edukacja jest podstawą sukcesu - powiedział Robert.  Podobnie, jak szkolne umiejętności są życiowo ważne, tak samo i finansowe umiejętności oraz sztuka komunikowania się są istotne.

   Książka opisuje historie dwóch ojców - bogatego i biednego, którzy wpłynęli na umiejętności, jakie Robert rozwinął w ciągu swego życia.  Kontrast pomiędzy dwoma ojcami dostarcza ważnej perspektywy.  Książka otrzymała moje wsparcie i została zredagowana oraz złożona przeze mnie.  Jeśli jesteś Czytelniku księgowym, odłóż na bok swoją akademicka wiedzę książkową i otwórz swój umysł na teorie prezentowane przez Roberta.  Pomimo tego, że wiele z nich konfrontuje się z ogólnie akceptowanymi podstawami rachunkowości, dostarczają one wartościowego wglądu w to, jak prawdziwi inwestorzy analizują swoje inwestycyjne decyzje.

   Gdy jako rodzice radzimy naszym dzieciom: - Idź do szkoły, osiągaj dobre wyniki i szukaj dobrej pracy - często robimy to z powodu kulturowego nawyku.  Tak się zawsze robiło.  Gdy spotkałam Roberta, początkowo jego pomysły przestraszyły mnie.  Będąc wychowywany przez dwóch ojców, był uczony zdobywać dwa różne cele.  Jego edukowany ojciec doradzał mu pracować dla korporacji.  Bogaty ojciec doradzał mu mieć korporację.  Obie życiowe drogi wymagały edukacji, ale przedmiot studiów był całkowicie inny.  Edukowany ojciec Roberta zachęcił go, aby był mądrą osobą.  Bogaty ojciec zachęcał go do nauczenia się tego, jak zatrudniać mądrych ludzi.

   Posiadanie dwóch ojców wywoływało wiele problemów.  Biologiczny ojciec Roberta był wyższym urzędnikiem edukacji stanu Hawaje.  Do czasu, gdy Robert ukończył 16 lat, groźba: "Jeśli nie osiągniesz dobrych wyników, nie otrzymasz dobrej pracy" - miała na niego bardzo mały wpływ.  Wiedział już, że jego drogą kariery było posiadanie korporacji, a nie pracowanie dla nich.  Tak naprawdę, gdyby nie mądry i wytrwały doradca w szkole średniej, Robert nie poszedłby na studia.  Przyznaje się do tego.  Za wszelką cenę chciał rozpocząć tworzenie swoich aktywów, ale ostatecznie zgodził się, że ze studiów również odniesie korzyść.

   Dla większości dzisiejszych rodziców idee zawarte w tej książce wybiegają prawdopodobnie zbytnio do przodu.  Część rodziców ma już dostateczne trudności z utrzymaniem dzieci w szkole.  W świetle jednak zmieniających się czasów - jako rodzice - powinniśmy być otwarci na nowe i śmiałe idee.  Zachęcanie dzieci, aby były pracownikami, jest doradzaniem własnym dzieciom, aby w ciągu swojego życia płaciły coraz większe podatki z równoczesną obietnicą na małą lub żadną emeryturę.  Prawdą jest także to, że podatki są największym kosztem, który ponosi człowiek.  Tak naprawdę większość rodzin pracuje od stycznia do połowy maja na płacone przez siebie podatki.  Istnieje zapotrzebowanie na nowe pomysły i książka ta właśnie ich dostarcza.

   Robert mówi, że bogaci uczą swoje dzieci w inny sposób.  Uczą swoje dzieci w domu przy stole obiadowym.  Pomysły tu zawarte mogą nie być tymi, które wybrałeś Czytelniku do dyskusji ze swoimi dziećmi, ale dzięki Ci za przyjrzenie się im.  Radzę Ci też nie ustawać w poszukiwaniach.  W mojej opinii - jako mamy i księgowej - koncepcja, obejmująca jedynie zdobycie dobrych wyników w szkole i znalezienia dobrej pracy, jest starym pomysłem.  Musimy doradzać naszym dzieciom w bardziej wyszukany sposób.  Potrzebujemy nowych pomysłów i innej edukacji.  Być może mówienie naszym dzieciom, aby starały się być dobrymi pracownikami i równocześnie usiłowały mieć własną firmę inwestycyjną, nie jest najgorszym pomysłem.

   Jako matka mam nadzieję, że książka ta pomoże innym rodzicom.  Robert ma nadzieję uświadomić nam, że każdy może osiągnąć powodzenie, jeśli taki będzie jego czy jej wybór.  Czy jesteś dzisiaj ogrodnikiem, czy dozorcą, czy nawet bezrobotnym - posiadasz możliwości edukowania siebie i uczenia tych, którzy zadbaliby o siebie od strony finansów.  Pamiętaj, że finansowa inteligencja jest procesem mentalnym, poprzez który rozwiązujemy swoje finansowe problemy.

   Dzisiaj stoimy w obliczu globalnych i technologicznych zmian, które są tak wielkie, a nawet większe niż te, w obliczu których trzeba było stanąć w przeszłości.  Nikt nie posiada kryształowej kuli, ale jedna rzecz jest pewna: przed nami stoją zmiany, których wielkość wykracza poza naszą współczesność.  Któż wie, co przyniesie przyszłość? Cokolwiek jednak się stanie, mamy dwa podstawowe wybory: działać asekurancko lub działać mądrze - przygotowując się, edukując, budząc nasze własne finansowe zdolności oraz naszych dzieci.

Sharon Lechter

 



Tato, jak się stać bogatym?

   - Tato, czy możesz mi powiedzieć, jak stać się bogatym?

   Ojciec odłożył wieczorną gazetę. - Dlaczego chcesz być bogaty, synu?

   - Dlatego, że dzisiaj mama Kuby zajechała nowym samochodem marki cadillac. Na weekend Kuba wyjeżdża do swojego domku nad oceanem. Zabiera ze sobą swoich trzech przyjaciół. Michał i ja nie zostaliśmy jednak zaproszeni, ponieważ jesteśmy "biednymi dziećmi".

   - Tak powiedział? - spytał z niedowierzaniem mój ojciec.

   - Tak, tak powiedział - odpowiedziałem urażony.

   Ojciec pokiwał głową w ciszy, przesunął mostek okularów w górę nosa i powrócił do czytania gazety. Stałem czekając na odpowiedź.

   Był rok 1956. Miałem dziewięć lat. Przez jakieś zrządzenie losu poszedłem do tej samej publicznej szkoły, do której posyłali swoje dzieci bogaci ludzie. Miasto - w którym mieszkaliśmy - było głównie związane z plantacją trzciny cukrowej. Zarządzający plantacją i inni wpływowi ludzie - tacy jak: lekarze, biznesmeni i bankierzy - posyłali swoje dzieci do tej szkoły, do klas od pierwszej do szóstej. Po szóstej klasie ich dzieci były zazwyczaj wysyłane do prywatnych szkół. Ponieważ moja rodzina mieszkała po tej samej stronie ulicy, ja również poszedłem do tej szkoły. Gdybym mieszkał po przeciwnej stronie, byłbym posłany do innej, w której znajdowały się dzieci podobne do mnie. Po szóstej klasie musiałbym iść do szkoły przejściowej lub średniej, ponieważ nie istniała szkoła prywatna dla "biednych dzieci".

   W końcu ojciec odłożył gazetę. Zaczął z wolna, jakby coś przemyślał.

   - No tak, synu. Jeżeli chcesz być bogaty, musisz nauczyć się robić pieniądze.

   - Jak to zrobić, żeby robić pieniądze?

   - Hm, używaj swojej głowy, synu - powiedział uśmiechając się - co tak naprawdę oznaczało: "To wszystko, co zamierzam ci powiedzieć" lub: "Nie znam odpowiedzi, więc nie wprowadzaj mnie w zakłopotanie".

   Następnego dnia powiedziałem mojemu najlepszemu przyjacielowi, Michałowi, co powiedział mój ojciec. Michał i ja, byliśmy jedynymi biednymi dziećmi w tej szkole. Michał, podobnie jak i ja, znalazł się w niej przez zrządzenie losu. Ktoś nakreślił nierówność na linii rejonizacji szkół i znaleźliśmy się w szkole dla bogatych dzieci. Tak naprawdę nie byliśmy biedni, ale tak się czuliśmy, ponieważ wszyscy inni chłopcy mieli nowe rękawice do baseballu, nowe rowery, wszystko nowe.

   Mama i tata zaspokajali nasze podstawowe potrzeby: jedzenie, schronienie, ubiór. Nie o to jednak chodziło. Mój ojciec zwykł mawiać: "Jeśli chcesz czegoś, zapracuj na to". Chcieliśmy mieć różne rzeczy, ale niewiele było pracy dostępnej dla dziewięcioletnich chłopców.

   - Więc co robimy, aby zrobić pieniądze? - spytał Michał.

   - Nie wiem - powiedziałem. - Czy chcesz jednak być moim partnerem?

   Tego sobotniego poranka rozmawialiśmy dalej w tym samym stylu. Michał stał się moim pierwszym partnerem w biznesie. Cały poranek omawialiśmy różne pomysły związane z robieniem pieniędzy. Sporadycznie rozmawialiśmy o tych "wybrańcach", którzy dobrze się bawili w domku Kuby nad oceanem. To trochę raniło, ale ból ten był dobry, gdyż inspirował nas do kontynuowania przemyśleń o sposobach robienia pieniędzy. Na koniec, tamtego popołudnia, olśniło nas. Był to pomysł, który Michał zaczerpnął z czytanych przez siebie książek popularno-naukowych. Podekscytowani, uścisnęliśmy sobie dłonie, a partnerstwo stało się teraz biznesem.

   Przez następnych kilka tygodni, Michał i ja, obchodziliśmy nasze osiedle, pukając do drzwi i pytając naszych sąsiadów, czy zechcieliby zachować dla nas swoje tuby po paście do zębów. Mieli zdziwione miny, większość dorosłych jednak zgadzała się z uśmiechem. Niektórzy pytali nas, co robimy z tubami. Odpowiadaliśmy: - Nie możemy powiedzieć. To tajemnica biznesu.

   Moja mama przez pierwsze tygodnie obserwowała nas spokojnie. Na magazyn wybraliśmy sobie miejsce obok jej pralki, gdyż mogło ono pomieścić zapasy naszego surowca. Nasza mała kupka zużytych tubek po paście zaczęła rosnąć w brązowym tekturowym pudełku, które kiedyś służyło do przechowywania butelek z keczupem.

   W końcu jednak nie wytrzymała tego. Widok rosnącej sterty poskręcanych tub po paście jej sąsiadów zdenerwował ją.

   - Co wy chłopcy robicie? - spytała. - Nie chcę usłyszeć, że to tajemnica biznesu. Zróbcie coś z tym bałaganem, albo wyrzucę to wszystko.

   Michał i ja prosiliśmy mamę o wyrozumiałość obiecując, że wkrótce będziemy mieli tego wystarczającą ilość i zaczniemy produkcję. Poinformowaliśmy ją, że czekamy na kilku sąsiadów, którzy obiecali nam swoje tuby. Mama zgodziła się poczekać tylko jeden dodatkowy tydzień.

   Data rozpoczęcia produkcji została przesunięta na wcześniejszy termin. Wywarto na nas presję. Mój pierwszy związek partnerski był zagrożony przez moją własną mamę, zawiadomieniem o eksmisji z naszej przestrzeni magazynowej. Zadaniem Michała było powiedzieć sąsiadom, aby szybko zużyli swoją pastę do zębów, gdyż ich dentysta chce, aby częściej czyścili zęby. Ja zacząłem budować linię produkcyjną.

   Produkcja rozpoczęła się po tygodniu, tak jak było to zaplanowane. Gdy mój ojciec przyjechał ze swoim znajomym, zobaczył na wjeździe do garażu dwóch dziewięcioletnich chłopców obsługujących linię produkcyjną idącą pełną parą. Wszędzie dokoła znajdował się drobny biały proszek. Na długim stoliku stały małe kartony po mleku, a nasz rodzinny grill hibachi jarzył się czerwonymi gorącymi węglami, maksymalnie rozgrzany.

   Ojciec zaparkował samochód na początku wjazdu, gdyż linia produkcyjna zablokowała go i ostrożnie podszedł wraz ze swoim znajomym. Zbliżając się, zobaczyli stalowy garnek umieszczony na węglach, zawierający topiące się tubki po paście do zębów. W tamtych latach pasta do zębów nie znajdowała się w plastikowych tubach. Tuby były zrobione z ołowiu. Gdy więc farba została opalona, tuby były wrzucane do małego stalowego garnka, topiąc się, aż stały się płynnym ołowiem. Przy użyciu rękawic mojej mamy do gorących garnków laliśmy ołów przez małą dziurkę znajdującą się na górze każdego kartonu. Kartony po mleku były formami zrobionymi z gipsu.

   Pokrywający wszystko biały proszek był gipsem, który rozprzestrzenił się zanim zmieszaliśmy go z wodą. W pośpiechu kopnąłem i wywróciłem worek, więc cała powierzchnia wyglądała tak, jakby została nawiedzona przez burzę śnieżną.

   Mój ojciec i jego znajomy patrzyli, jak ostrożnie wlewaliśmy stopiony ołów poprzez mały otwór na górze gipsowego sześcianu.

   - Ostrożnie - powiedział mój ojciec.

   Kiwnąłem głową nie patrząc na bok.

   Na koniec, gdy wlewanie zostało zakończone, odłożyłem stalowy garnek i uśmiechnąłem się do mojego ojca.

   - Co wy chłopcy robicie? - spytał z lekkim uśmiechem.

   - Robimy to, co powiedziałeś, że mam robić, aby być bogatym - powiedziałem.

   - Aha - dodał Michał, śmiejąc się i potakując głową. - Jesteśmy partnerami.

   - A co znajduje się w tych gipsowych formach? - spytał ojciec.

   - Popatrz - powiedziałem. - To powinien być dobry wsad.

   Używając małego młotka uderzyłem zabezpieczenie łączące obie połowy sześcianu. Ostrożnie podniosłem górną połowę gipsowej formy i wyleciał ołowiany pieniążek.

   - O mój Boże - powiedział ojciec. - Odlewacie z ołowiu pięciocentówki?

   - Zgadza się - powiedział Michał. Robimy tak, jak pan powiedział, żeby robić. Robimy pieniądze.

   Znajomy mojego ojca odwrócił się i wybuchnął śmiechem. Ojciec również uśmiechał się i kiwał głową. Miał przed sobą dwóch małych chłopców pokrytych białym kurzem i śmiejących się od ucha do ucha, rozpalony ogień i kartony tubek po paście.

   Poprosił nas o zakończenie wszystkiego i zajęcie miejsca na frontowych schodach naszego domu. Z uśmiechem, delikatnie wyjaśnił nam, co oznacza słowo "podrabianie".

   Nasze marzenia były zdruzgotane. - Ma pan na myśli to, że jest to nielegalne? - spytał Michał z drżeniem w głosie.

   - Daj im wolną rękę - powiedział znajomy ojca. - Być może rozbudują swój wrodzony talent.
Ojciec gwałtownie spojrzał na niego.

- Tak, to jest nielegalne - spokojnie powiedział ojciec. - Wy chłopcy wykazaliście jednak dużą pomysłowość i oryginalność. Kontynuujcie. Jestem naprawdę dumny z was.

   Zawiedzeni siedzieliśmy około dwudziestu minut w ciszy, zanim zaczęliśmy sprzątać nasz bałagan. Biznes skończył się w dniu jego otwarcia. Zamiatając proszek spojrzałem na Michała i powiedziałem: - Myślę, że Kuba i jego przyjaciele mają rację. Jesteśmy biedni.

   Gdy to mówiłem, ojciec właśnie wychodził i odpowiedział: - Chłopcy, będziecie biedni tylko wtedy, gdy poddacie się. Najważniejszą rzeczą jest to, że coś zrobiliście. Większość ludzi tylko mówi i marzy o wzbogaceniu się. Wy coś zrobiliście. Jestem bardzo dumny z was obu. Powiem to jeszcze raz. Kontynuujcie. Nie zarzucajcie tego.

   Staliśmy w ciszy. To były miłe słowa, ale my ciągle nie wiedzieliśmy co robić.

   - Więc jak to się stało tato, że nie jesteś bogaty? - spytałem.

   - Ponieważ postanowiłem zostać nauczycielem w szkole. Nauczyciele tak naprawdę nie myślą o tym, aby być bogatymi. Po prostu lubimy uczyć. Chciałbym ci pomóc, ale naprawdę nie wiem, jak robić pieniądze.

   Odwróciliśmy się kontynuując swoje sprzątanie.

   - Wiem - powiedział ojciec - jeśli chcecie nauczyć się tego, jak stać się bogatym, nie pytajcie mnie. Michale, porozmawiajcie z twoim ojcem.

   - Moim ojcem? - zapytał Michał ze zdziwieniem.

   - Tak, twoim ojcem - powtórzył mój ojciec z uśmiechem. - Twój ojciec i ja odwiedzamy tego samego bankiera; on zachwyca się twoim ojcem. Kilka razy powiedział mi, że twój ojciec jest świetny, gdy chodzi o robienie pieniędzy.

   - Mój ojciec? - Michał spytał jeszcze raz z niedowierzaniem. - Dlaczego, więc nie mamy pięknego samochodu i pięknego domu, jak inne bogate dzieci ze szkoły?

   - Piękny samochód i piękny dom niekoniecznie oznaczają, że jesteś bogaty lub wiesz jak robić pieniądze - odpowiedział mój ojciec. - Ojciec Kuby pracuje dla plantacji trzciny cukrowej. Niewiele różni się ode mnie. On pracuje dla firmy, a ja pracuję na państwowej posadzie. To firma kupuje dla niego samochód. Firma cukrownicza ma teraz kłopoty finansowe i ojciec Kuby wkrótce może nic nie mieć. Twój ojciec Michale jest inny. Wygląda na to, że buduje on imperium i podejrzewam, że za kilka lat będzie on bardzo bogatym człowiekiem.

   

 

Wstęp

Czego nauczysz się dzięki tej książce?

   Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC w Stanach Zjednoczonych) mianem inwestora akredytowanego określa osobę, która posiada:

   1. co najmniej 200.000 dolarów rocznego przychodu lub

   2. co najmniej 300.000 dolarów rocznego przychodu ze współmałżonkiem lub

   3. majątek o wartości co najmniej 1 miliona dolarów (wartość netto).

   Komisja ustaliła te wymagania, aby ochronić przeciętnego inwestora przed inwestowaniem w najgorsze i najbardziej ryzykowne przedsięwzięcia na świecie. Problem polega na tym, że kryteria te zamykają również drogę przeciętnemu inwestorowi do niektórych najlepszych inwestycji na świecie, co jest jednym z powodów, dla których bogaty ojciec poradził przeciętnemu inwestorowi: "Nie bądź przeciętny".

Zaczynanie od zera

   Treść tej książki rozpoczyna się od mojego powrotu z Wietnamu. W 1973 r. pozostał mi jeszcze niecały rok do końca służby w piechocie morskiej. Oznaczało to, że za niecały rok będę bez pracy, pieniędzy i aktywów. Tak więc, historia ta ma początek w momencie, który wielu z Was być może rozpozna jako punkt, w którym człowiek rozpoczyna działalność od zera.

   Pisanie tej książki stanowiło wyzwanie. Pisałem ją i zmieniałem czterokrotnie. Pierwsza wersja rozpoczynała się na poziomie inwestora akredytowanego, który zgodnie z definicją SEC, zaczyna się przy minimalnym przychodzie rocznym 200.000 dolarów. Po ukończeniu pierwszej wersji książki, Sharon Lechter, współautorka, przypomniała mi o zasadzie bogatego ojca 90/10. Powiedziała: "Chociaż książka jest na temat inwestycji, które realizują bogaci, rzeczywistość jest taka, że mniej niż 10% ludności Ameryki zarabia ponad 200.000 dolarów rocznie. Tak naprawdę, uważam, że mniej niż 3% ludzi zarabia wystarczająco dużo, aby zakwalifikować się jako inwestor akredytowany". Celem tej książki stało się więc napisanie o inwestycjach, w których uczestniczą bogaci, posiadający minimum 200.000 dolarów przychodu. Pisząc myślałem równocześnie o wszystkich czytelnikach, niezależnie od tego, czy mają pieniądze do zainwestowania, czy nie. Stanowiło to tak duże wyzwanie, że wymagało pisania i poprawiania książki czterokrotnie.

   Ostateczna wersja zaczyna się od najbardziej podstawowych poziomów inwestowania i przechodzi do najbardziej złożonych. Punktem wyjścia nie jest poziom inwestora akredytowanego, ale rok 1973, kiedy nie miałem pracy, pieniędzy i aktywów. To taki moment w życiu, który przeżywało wielu z nas. Jedyne, co miałem w 1973 r. - to było marzenie, że kiedyś będę bardzo bogaty, zostanę inwestorem i będę należał do tych, którzy inwestują w to, w co inwestują bogaci: w przedsięwzięcia, o których niewielu słyszy, o których nie pisze się w czasopismach finansowych i o których nie dowiesz się od brokerów inwestycyjnych. Treść książki zaczyna się w chwili, kiedy nie miałem nic oprócz marzenia i rad bogatego ojca, jak zostać inwestorem, który ma dostęp do inwestycji, które realizują bogaci.

   Ta książka powinna Cię zainteresować niezależnie od tego, czy masz dzisiaj bardzo mało pieniędzy do zainwestowania, czy bardzo dużo oraz bez względu na to, czy posiadasz małą czy dużą wiedzę na temat inwestowania. Została ona napisana możliwie najprostszym językiem, w jakim tylko można opisać ten bardzo złożony temat. Książka jest przeznaczona dla każdego, kto chce zostać bardziej doinformowanym inwestorem, niezależnie od ilości posiadanych pieniędzy.

   Nie obawiaj się, jeżeli jest to Twoja pierwsza książka poświęcona tematowi inwestycji i sądzisz, że może być zbyt skomplikowana. Wraz z Sharon prosimy Cię jedynie o to, abyś przeczytał tę książkę od początku do końca oraz - abyś był gotów wyciągnąć trafne wnioski dla siebie. Jeżeli natrafisz na fragmenty, których nie zrozumiesz, kontynuuj czytanie do końca. Nawet jeśli nie zrozumiesz wszystkiego, przeczytanie książki spowoduje, że będziesz wiedział więcej na temat inwestowania, niż większość ludzi, którzy obecnie inwestują na rynku. Będziesz wiedział znacznie więcej na ten temat niż wielu ludzi, którzy udzielają porad inwestycyjnych i są za to opłacani. Rozpoczynamy opisywanie rzeczy prostych i przechodzimy do coraz bardziej skomplikowanych, bez wchodzenia w zbyteczne szczegóły i zawiłości. Staramy się zachować ten sposób opisu omawiając nawet bardzo skomplikowane strategie inwestycyjne. To historia bogatego człowieka będącego przewodnikiem młodzieńca, z obrazkami i diagramami pomagającymi objaśnić zawiły często temat inwestowania.

Zasada 90/10 w dziedzinie finansów

   Bogaty ojciec doceniał odkrycie zasady 80/20 włoskiego ekonomisty Vilfredo Pareto, znanej również jako zasada minimalnego wysiłku. Jednak w sprawach finansowych, bogaty ojciec uznawał zasadę 90/10, która oznaczała, że 10% wszystkich ludzi zawsze zarabia 90% dostępnych pieniędzy.

   13 września 1999 r. w The Wall Street Journal ukazał się artykuł potwierdzający jego punkt widzenia związany z tą zasadą. Oto jego fragment:

   "Pomimo całej gadaniny o funduszach powierniczych dla mas oraz o fryzjerach i pucybutach udzielających porad inwestycyjnych, rynek papierów wartościowych pozostaje przywilejem relatywnie elitarnej grupy ludzi. Ekonomista Edward Wolf z Uniwersytetu w Nowym Jorku, opierając się na danych pochodzących z 1997 r. twierdzi, że tylko 43,3% wszystkich gospodarstw domowych posiadało jakiekolwiek papiery wartościowe. Z tej ilości wiele portfeli miało stosunkowo małą wartość. Niemal 90% wszystkich akcji było w posiadaniu 10% najbogatszych rodzin. Faktem jest, że: w roku 1997 te 10% posiadało 73% krajowego kapitału, podczas gdy w 1983 r. było to 68% kapitału".

   Innymi słowy, chociaż inwestuje dzisiaj więcej ludzi, bogaci stają się jeszcze bogatsi. W przypadku papierów wartościowych sprawdza się zasada 90/10.

   Ta sytuacja jest przyczyną mojego szczególnego zainteresowania, gdyż coraz więcej rodzin liczy na to, że inwestycje będą ich źródłem utrzymania w przyszłości. Problem polega na tym, że chociaż więcej osób zaczyna inwestować, niewiele z nich posiada należytą wiedzę inwestycyjną. Co się z nimi stanie jeżeli kiedyś nastąpi załamanie rynku? Rząd federalny Stanów Zjednoczonych gwarantuje nasze oszczędności na wypadek strat w wyniku klęsk, ale nie gwarantuje naszych inwestycji. Oto dlaczego bogaty ojciec, gdy go zapytałem: "Jakiej rady udzieliłby przeciętnemu inwestorowi?" - odpowiedział: "Nie bądź przeciętny".

Jak nie być przeciętnym

   Już w wieku 12 lat zapoznałem się z tematem inwestowania. Do tamtego momentu, pojęcie inwestycji nie zaprzątało mojego umysłu. Zaprzątał go baseball i futbol, a nie inwestowanie. Słyszałem to słowo, ale nie zwracałem na nie większej uwagi, dopóki nie zobaczyłem, co może zdziałać potęga inwestowania. Pamiętam, jak spacerowałem po małej plaży z człowiekiem, którego nazywam bogatym ojcem i jego synem Michałem, moim najlepszym przyjacielem. Bogaty ojciec pokazywał nam nieruchomość, którą właśnie nabył. Chociaż miałem tylko 12 lat, rozumiałem już, że bogaty ojciec kupił jedną z najdroższych nieruchomości w naszym mieście. Chociaż byłem tak młody, wiedziałem, że dom nad brzegiem oceanu z piaszczystą plażą pod oknami jest więcej wart niż dom bez plaży. Moja pierwsza myśl była taka: "Jak to możliwe, że ojca Michała stać na taką drogą nieruchomość?" Fale omywały moje stopy, a ja stałem, patrząc na mężczyznę - rówieśnika mojego ojca - który dokonywał właśnie jednej z największych finansowych inwestycji w swoim życiu. Byłem pełen podziwu, że mógł pozwolić sobie na taki kawałek ziemi. Wiedziałem, że mój ojciec zarabia dużo więcej, ponieważ był wysoko opłacanym urzędnikiem państwowym. Ale wiedziałem również, że mojego ojca nigdy nie byłoby stać na to, aby kupić ziemię nad samym oceanem. Jak więc mógł sobie na to pozwolić ojciec Michała, skoro mojego ojca nie było na to stać? Nie rozumiałem jeszcze, że moja kariera zawodowego inwestora rozpoczęła się w momencie, gdy poznałem potęgę słowa "inwestowanie".

   W 40 lat po tym spacerze na plaży, ludzie na moich kursach inwestowania zadają mi takie same pytania, które ja zacząłem zadawać tamtego dnia. Pytałem wtedy:

   1. "Jak mogę inwestować, skoro nie mam żadnych pieniędzy?"

   2. "Mam 10.000 dolarów. W co radziłbyś je zainwestować?"

   3. "Czy radzisz inwestować w nieruchomości, fundusze powiernicze czy akcje?"

   4. "Czy mogę kupić nieruchomość lub akcje nie mając własnych pieniędzy?"

   5. "Czy, aby zarobić pieniądze, trzeba je najpierw posiadać?"

   6. "Czyż inwestowanie nie jest ryzykowne?"

   7. "Jak osiągasz takie duże zyski przy tak niewielkim ryzyku?"

   8. "Czy mogę zainwestować razem z tobą?"

   Dzisiaj coraz więcej ludzi zaczyna sobie zdawać sprawę z potęgi ukrytej w słowie "inwestowanie". Wielu chce się dowiedzieć jak posiąść tę potęgę. Moim celem jest, abyś - po przeczytaniu tej książki - znalazł odpowiedzi na wiele z tych pytań, a jeżeli tak się nie stanie, zakładam że książka zainspiruje Cię do znalezienia odpowiedzi, którą zastosujesz w działaniu. Najważniejszą rzeczą, jaką bogaty ojciec zrobił dla mnie ponad 40 lat temu, było rozbudzenie mojej ciekawości tematem inwestowania. Stało się to w momencie, kiedy zdałem sobie sprawę, że ojca mojego najlepszego przyjaciela stać na kupno inwestycji, na które było stać tylko bogatych ludzi. Mógł to uczynić, mimo że zarabiał mniej niż mój ojciec - przynajmniej gdybyśmy porównali ich comiesięczne zarobki. Zdałem sobie sprawę z tego, że bogaty ojciec miał moc, której brakowało mojemu ojcu. Ja też chciałem ją posiadać.

   Wielu ludzi boi się tej mocy, trzyma się od niej z daleka. Są nawet tacy, którzy stają się jej ofiarami. Zamiast uciekać od tej potęgi i potępiać ją przez wypowiadanie takich słów, jak: "Bogaci wykorzystują biednych", "Inwestowanie jest ryzykowne" czy "Nie jestem zainteresowany bogaceniem się" - potęgowałem swoje zaciekawienie. To właśnie ta ciekawość i pragnienie posiadania mocy, często określane jako wiedza i możliwości, spowodowały, że rozpocząłem proces zadawania pytań i uczenia się, co przywiodło mnie tu, gdzie jestem dzisiaj.

Inwestuj jak ktoś, kto jest bogaty

   Być może nie znajdziesz w tej książce wszystkich fachowych odpowiedzi, których potrzebujesz, ale zapoznasz się ze sposobami, dzięki którym wiele najbogatszych osób zarobiło swoje pieniądze i posiadło wielki majątek. Gdy w wieku 12 lat stałem na plaży i patrzyłem na nową nieruchomość bogatego ojca, mój umysł otworzył się na cały świat możliwości, które nie istniały w moim domu. Zrozumiałem, że to nie pieniądze spowodowały, iż bogaty ojciec stał się bogatym inwestorem. Zdałem sobie sprawę, że bogaty ojciec myślał w sposób, który był niemalże przeciwieństwem i często zaprzeczeniem sposobu myślenia mojego ojca. Zrozumiałem, że muszę przyjąć sposób myślenia bogatego ojca, jeżeli chcę mieć tę samą moc finansową, jaką on posiadał. Wiedziałem, że jeżeli będę myślał tak jak on, będę zawsze bogaty. Jeżeli nie zacznę myśleć tak jak on, nigdy naprawdę nie będę zamożny, niezależnie od tego, ile będę miał pieniędzy. Bogaty ojciec, mimo że nie miał żadnych pieniędzy, zainwestował właśnie w jeden z najdroższych kawałków ziemi w naszym mieście. Zrozumiałem, że bogactwo to sposób myślenia, a nie ilość pieniędzy w banku. Sharon i ja chcemy przybliżyć Ci ten sposób myślenia, który charakteryzuje bogatych inwestorów.

Odpowiedź bogatego ojca

   Gdy 40 lat temu stałem na tej plaży, zebrałem się w końcu na odwagę i zapytałem bogatego ojca: "Jak to możliwe, że pana stać na kupienie tych czterech hektarów bardzo drogiej ziemi nad brzegiem oceanu, na którą nie stać mojego ojca?" Bogaty ojciec położył rękę na moim ramieniu i powiedział mi coś, czego nigdy nie zapomnę. Zawróciliśmy i szliśmy dalej plażą wzdłuż linii brzegowej. Bogaty ojciec, trzymając wciąż rękę na moim ramieniu, zaczął ciepłym głosem wyjaśniać mi podstawy sposobu swojego myślenia na temat pieniędzy i inwestowania. Zaczął od słów: "Mnie też nie stać na tę ziemię. Ale stać na to mój biznes". Tamtego dnia chodziliśmy po plaży przez godzinę - Michał po jednej stronie bogatego ojca, ja - po drugiej. Zaczęła się moja lekcja inwestowania.

   Kilka lat temu, prowadziłem trzydniowy kurs nauki inwestowania w australijskim Sydney. Pierwsze półtora dnia omawiałem wszystkie "za" i "przeciw" budowaniu biznesu. W końcu, jeden zniecierpliwiony słuchacz zapytał: "Przyszedłem tutaj, aby nauczyć się inwestowania. Dlaczego poświęca pan tyle czasu biznesowi?"

   Odpowiedziałem: "Są dwa powody. Powód numer jeden jest taki, że ostatecznie i tak zawsze inwestujemy w biznes. Jeżeli inwestujesz w akcje - inwestujesz w biznes. Kupując nieruchomość, taką jak budynek mieszkalny - inwestujesz w biznes. Jeśli kupujesz obligacje - również inwestujesz w biznes. Aby być dobrym inwestorem, najpierw musisz być dobry w biznesie. Drugim powodem jest to, że najlepszy sposób inwestowania polega na tym, iż twój biznes kupuje ci inwestycje. Najgorszym sposobem jest inwestowanie jako osoba fizyczna. Przeciętny inwestor bardzo mało wie o biznesie i często inwestuje jako osoba fizyczna. Dlatego poświęcam tyle czasu tematowi biznesu na kursach inwestowania". Oto powód, dla którego poświęcę trochę czasu na to, jak budować i analizować biznes. Zajmę się również tematem inwestowania poprzez biznes, ponieważ bogaty ojciec nauczył mnie inwestować wyłącznie w ten sposób. Czterdzieści lat temu powiedział mi: "Mnie też nie stać na kupno tej ziemi. Ale stać na to mój biznes". Innymi słowy, zasada bogatego ojca brzmiała: "Mój biznes kupuje moje inwestycje. Większość ludzi nie jest bogata, ponieważ inwestują jako osoby fizyczne, a nie jako właściciele biznesu". Dzięki tej książce dowiesz się, dlaczego większość z tych 10% ludzi, którzy posiadają akcje, jest właścicielami biznesów i inwestuje poprzez swoje biznesy. Dowiesz się również, jak Ty możesz zrobić to samo.

   W dalszej części kursu stało się jasne, dlaczego poświęcam tyle czasu tematowi biznesu. W pewnym momencie, wszyscy zaczęli sobie zdawać sprawę, że najbogatsi inwestorzy na świecie nie kupują inwestycji - większość inwestorów typu 90/10 tworzy swoje własne inwestycje. Dzisiejsi dwudziestoparoletni miliarderzy nie kupowali akcji, ale stworzyli swoje własne inwestycje, zwane biznesami, które miliony ludzi chcą kupić.

   Prawie codziennie słyszę: "Mam pomysł na nowy produkt, który przyniesie majątek". Niestety, większość tych twórczych pomysłów nigdy nie zamieni się w fortuny. Drugą część książki poświęcam sposobom, dzięki którym te 10% ludzi obraca swoje pomysły w biznesy warte wiele milionów lub miliardów dolarów, a w które chcą inwestować inni inwestorzy. Dlatego bogaty ojciec spędził tyle czasu, ucząc mnie budowania biznesów oraz analizowania tych, w które chciałbym zainwestować. Jeżeli więc sądzisz, że masz pomysł, który mógłby uczynić Cię bogatym i mógłby pomóc Ci przyłączyć się do klubu 90/10 - druga część książki jest właśnie dla Ciebie.

Kupuj, trzymaj i módl się

   Przez lata bogaty ojciec udowadniał, że inwestowanie oznacza różne rzeczy dla różnych ludzi. Dzisiaj często słyszę, jak ludzie mówią:

   1. "Właśnie kupiłem 500 akcji firmy XYZ po 5 dolarów za sztukę, cena zwiększyła się do 15 dolarów i wtedy je sprzedałem. Zarobiłem 5.000 dolarów w niecały tydzień".

   2. "Kupujemy z mężem stare domy, remontujemy je i sprzedajemy z zyskiem".

   3. "Handluję kontraktami terminowymi na towary".

   4. "Mam ponad milion dolarów na moim rachunku emerytalnym".

   5. "Bezpieczne jak pieniądze w banku".

   6. "Posiadam zdywersyfikowany portfel".

   7. "Inwestuję długoterminowo".

   Bogaty ojciec mawiał: "Inwestowanie oznacza różne rzeczy dla różnych ludzi". Chociaż powyższe stwierdzenia odzwierciedlają różne rodzaje produktów i procedur inwestycyjnych, bogaty ojciec nie inwestował w ten sam sposób. Twierdził: "Większość ludzi nie jest inwestorami. Większość ludzi jest spekulantami lub hazardzistami. Większość ludzi posiada mentalność "kupuj, trzymaj i módl się, aby cena poszła do góry". Większość żyje w nadziei, że rynek będzie wzrastał oraz w strachu przed jego załamaniem. Prawdziwy inwestor robi pieniądze niezależnie od tego, czy rynek idzie do góry, czy w dół; czy gra na zwyżkę, czy też na zniżkę cen. Przeciętny inwestor nie wie, jak to zrobić i dlatego większość - to przeciętni inwestorzy, którzy należą do kategorii 90% zarabiających zaledwie 10% pieniędzy".

Chodzi o coś więcej niż kupowanie, trzymanie i modlenie się

   Inwestowanie znaczyło dla bogatego ojca coś więcej niż kupowanie, trzymanie i modlenie się. W książce zostały omówione takie tematy, jak:

   1. 10 metod nadzoru stosowanego przez inwestora. Wielu ludzi uważa, że inwestowanie jest ryzykowne. Bogaty ojciec twierdził: "Inwestowanie nie jest ryzykowne. Ryzykowny jest brak kontroli". Omawiam w książce 10 metod nadzoru, które mogą zmniejszyć ryzyko i zwiększyć zyski.

   2. 5 etapów planu bogatego ojca, które przebyłem począwszy od stanu całkowitego braku pieniędzy do możliwości inwestowania wielkich sum. Pierwszy etap polegał na przygotowaniu mojego umysłu do stania się bogatym inwestorem. To bardzo prosty i bardzo ważny etap dla każdego, kto chce inwestować z poczuciem pewności siebie.

   3. Różne przepisy podatkowe dla różnych inwestorów. W mojej drugiej książce pt. Kwadrant przepływu pieniędzy, charakteryzuję cztery rodzaje ludzi działających w świecie biznesu.

   Oto one:

P   |   B
------------
S  
|    I

   P oznacza pracownika na etacie, S - samozatrudnionego lub mały biznes, B - właściciela biznesu, a I - inwestora. Bogaty ojciec zachęcał mnie do inwestowania z pozycji kwadrantu B, ponieważ przepisy podatkowe są wtedy korzystniejsze. Powtarzał on: "Przepisy podatkowe są niesprawiedliwe; są ustalane przez bogatych i dla bogatych. Jeżeli chcesz być bogaty, musisz korzystać z tych samych przepisów, co oni". Jednym z powodów, dla których 10% ludzi kontroluje większość bogactwa jest to, że tylko te 10 % wie, z których przepisów podatkowych korzystać.

   W 1943 r. rząd federalny USA zlikwidował większość ulg podatkowych dla wszystkich pracowników etatowych. W 1986 r. rząd federalny zabrał osobom z kwadrantu S - takim, jak: lekarze, prawnicy, księgowi, inżynierowie i architekci - ulgi podatkowe dostępne dla ludzi z kwadrantu B.

   Innymi słowy, jeszcze jednym powodem, dla którego 10% inwestorów zarabia 90% pieniędzy jest to, że tylko oni wiedzą jak inwestować z pozycji czterech różnych kwadrantów w celu uzyskania różnych korzyści podatkowych. Przeciętny inwestor zazwyczaj inwestuje tylko z jednego kwadrantu.

   4. Z jakiego powodu i w jaki sposób prawdziwy inwestor będzie generował pieniądze niezależnie od tego, czy rynek idzie do góry, czy w dół.

   5. Różnica pomiędzy inwestorami fundamentalnymi i inwestorami technicznymi.

   6. W Kwadrancie przepływu pieniędzy, omówiłem sześć poziomów inwestorów. Inwestycyjny poradnik bogatego ojca rozpoczyna się od omówienia dwóch ostatnich poziomów i dalej podzielono je na następujące rodzaje:

   inwestor akredytowany

   inwestor kwalifikowany

   inwestor doświadczony

   inwestor wewnętrzny

   inwestor ostateczny

   Po przeczytaniu Inwestycyjnego poradnika bogatego ojca, będziesz znał różnice określające umiejętności i wiedzę poszczególnych inwestorów.

   7. Wielu ludzi mówi: "Kiedy zarobię dużo pieniędzy, skończą się moje problemy finansowe". Nie zdają sobie sprawy, że nadmiar pieniędzy jest tak samo dużym problemem, jak ich brak. Dzięki tej książce poznasz różnicę pomiędzy dwoma rodzajami problemów finansowych. Jeden z nich to problem braku pieniędzy, a drugi - nadmiaru. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę jak wielkim problemem może być posiadanie zbyt dużej ilości pieniędzy.

   Jednym z powodów, dla których ludzie bankrutują po zarobieniu dużych pieniędzy jest to, że nie wiedzą, jak sobie poradzić z ich nadmiarem.

   Z Inwestycyjnego poradnika bogatego ojca dowiesz się, jak zacząć od problemu braku pieniędzy, jak zarobić mnóstwo pieniędzy, a następnie jak sobie poradzić z ich nadmiarem. Innymi słowy, książka nauczy Cię nie tylko tego, jak zarobić dużo pieniędzy, ale - co ważniejsze - nauczy Cię, jak je utrzymać. Bogaty ojciec mawiał: "Jaki jest sens robienia dużych pieniędzy, jeżeli w końcu wszystkie je tracisz?"

   Pewien znajomy makler giełdowy powiedział mi kiedyś: "Przeciętny inwestor nie zarabia na rynku żadnych pieniędzy. Nie tyle traci, co po prostu nie zarabia. Widziałem mnóstwo inwestorów, którzy w jednym roku zarabiali pieniądze, a w następnym wszystkie tracili".

   8. Jak zarabiać znacznie więcej niż tylko 200.000 dolarów rocznie, co stanowi minimalny poziom przychodu, żeby zacząć inwestować tak, jak to robią bogaci. Bogaty ojciec powiedział kiedyś: "Pieniądze to tylko punkt widzenia. Jak możesz być bogatym, jeżeli uważasz, że 200.000 dolarów to mnóstwo pieniędzy? Jeśli chcesz być bogatym inwestorem, musisz postrzegać te 200.000 dolarów, czyli minimalną kwotę potrzebną do zakwalifikowania się jako inwestor akredytowany, jako kroplę w morzu". I właśnie dlatego pierwszy etap tej książki jest tak ważny.

   9. Pierwszy etap zawiera wskazówki, jak przygotować się mentalnie, aby stać się bogatym inwestorem. Na końcu każdego rozdziału książki zamieściłem krótkie kwizy.

   Chociaż pytania kwizowe są proste, zostały tak skonstruowane, aby zachęcić Cię do myślenia, a być może - do przedyskutowania pytań i swoich odpowiedzi z Twoimi bliskimi. Właśnie te pytania sięgające w głąb duszy, które zadawał bogaty ojciec, pomogły mi znaleźć odpowiedzi, których poszukiwałem. Innymi słowy, wiele poszukiwanych przeze mnie odpowiedzi, dotyczących tematu inwestowania, drzemało przez cały czas w mojej świadomości.

Co wyróżnia inwestora 90/10?

   Jednym z najważniejszych aspektów tej książki są umysłowe różnice pomiędzy przeciętnym inwestorem, a inwestorem typu 90/10. Bogaty ojciec często powtarzał: "Jeżeli chcesz być bogaty, dowiedz się, co w inwestowaniu robi większość i postępuj dokładnie odwrotnie". W miarę czytania książki dowiesz się, że większość różnic pomiędzy 10% inwestorów, którzy zarabiają 90% pieniędzy i 90%, którzy zarabiają tylko 10% pieniędzy, nie dotyczy tego, w co inwestują, ale jak myślą. Np.:

   1. Większość inwestorów mówi: "Nie podejmuj ryzyka". Bogaty inwestor podejmuje ryzyko.

   2. Większość inwestorów mówi: "Dywersyfikuj". Bogaty inwestor skupia się na inwestycji.

   3. Przeciętny inwestor stara się zminimalizować zadłużenie. Bogaty inwestor zwiększa zadłużenie na swoją korzyść.

   4. Przeciętny inwestor stara się zmniejszyć koszty. Bogaty inwestor wie, jak zwiększać koszty, aby się bogacić.

   5. Przeciętny inwestor ma pracę na etacie. Bogaty inwestor tworzy etaty.

   6. Przeciętny inwestor ciężko pracuje. Bogaty pracuje coraz mniej i zarabia coraz więcej.

Druga strona medalu

   Tak więc podczas czytania tej książki ważne jest, aby zwrócić uwagę na momenty, kiedy Twoje myśli różnią się o 180 stopni od wskazówek bogatego ojca, który powiedział kiedyś: "Jednym z powodów, dla których tak niewielu ludzi staje się bogatymi, jest zasklepianie się w jednym sposobie myślenia. Uważają, że jest tylko jeden sposób myślenia czy robienia czegoś. Kiedy przeciętny inwestor myśli: "Postępuj bezpiecznie i nie podejmuj ryzyka", bogaty inwestor dodatkowo musi myśleć o tym, jak poprawić swoje umiejętności, aby mógł podejmować większe ryzyko. Bogaty ojciec nazywał ten rodzaj myślenia "myśleniem po obu stronach medalu" i kontynuował: "Bogaty inwestor musi posiadać bardziej elastyczny sposób myślenia niż przeciętny inwestor. Np. podczas gdy obaj muszą myśleć o bezpieczeństwie, bogaty inwestor musi także myśleć o tym, jak podejmować większe ryzyko. Gdy przeciętny inwestor myśli o zmniejszeniu zadłużenia, bogaty myśli o tym, jak zwiększyć zadłużenie. Gdy przeciętny inwestor żyje w strachu przed krachem na rynku, bogaty nie może się go doczekać. Chociaż dla przeciętnego inwestora może to brzmieć jak paradoks, to jednak dzięki temu paradoksowi bogaty inwestor się bogaci".

   Podczas czytania książki, bądź świadom sprzeczności w sposobie myślenia pomiędzy przeciętnymi i bogatymi inwestorami. Jak mawiał bogaty ojciec: "Bogaty inwestor doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że są dwie strony każdego medalu. Przeciętny inwestor widzi tylko jedną stronę. Ta druga strona powoduje, że przeciętny inwestor jest przeciętnym, a bogaty inwestor - bogatym". Druga część książki opisuje drugą stronę medalu.

Czy chcesz być kimś więcej niż przeciętnym inwestorem?

   Ta książka - to coś więcej niż podręcznik na temat inwestowania z unikalnymi poradami i sekretnymi formułami. Jednym z celów, dla których powstał Inwestycyjny poradnik bogatego ojca, jest dostarczenie Ci okazji do stworzenia innego punktu widzenia na temat inwestowania. Geneza Inwestycyjnego poradnika bogatego ojca wiąże się z moim powrotem z Wietnamu w 1973 r. i przygotowaniem do rozpoczęcia inwestowania z pozycji bogatego inwestora. W 1973 r. bogaty ojciec zaczął mnie uczyć, jak zdobyć taką samą potęgę finansową, jaką on posiadał. Potęgę, z której po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, gdy miałem 12 lat. Gdy tak stałem na piaszczystej plaży przed najnowszą inwestycją bogatego ojca, zrozumiałem, że w dziedzinie inwestowania różnica pomiędzy bogatym ojcem, a moim biednym ojcem była o wiele większa niż to, ile każdy z nich mógł zainwestować. Różnicę tę stanowi przede wszystkim nasze najgłębsze pragnienie, aby być kimś więcej niż tylko przeciętnym inwestorem. Jeżeli posiadasz takie pragnienie, kontynuuj czytanie.